sobota, 23 marca 2013

RICARDO!

Kim właściwie jest Ricardo?
Właściwie to jest symbolem. Symbolem dziecinnych ideałów, bo posiada wszystkie cechy "prawdziwego" macho. To może głupie, ale bywa przydatny, gdy się trochę pogubię. Jako symbol przywraca wiarę w lepszy świat, bajkową rzeczywistość.
No bo spójrzcie na niego:
a) siedzi na koniu


b) jak wiem, ze nabroiłam, to umie mnie przyhamować


c) dzierży miecz :)


no i jest z niego mnóstwo śmiechu :D

Dlatego zostanie on bohaterem kilku opowiadań. Żeby nie było - nie czytam, ani nie piszę romansów, więc do czynienia będziecie mieć z parodią

wtorek, 19 marca 2013

Wonsz pierwszy

Kiedyś było mi łatwiej pisać.
Może dlatego, ze nie myślałam nad tym co piszę.
Więc o czym by tu pisać?

Wstaje rano, otwieram oczy, myślę, nad tym, czy mam kaca, czy po prostu jestem niewyspana. Wniosek jest jeden, i zawsze aktualny - to po prostu KAC MORALNY :/
Człapie się do łazienki, biorę prysznic, na koniec dokładne mycie zębów, się o leżącego w miejscu najbardziej narażonym na kolizję psa i wreszcie można szybko się ubrać i zaparzyć "napój bogów" czyli KAWUSIE :)
Czy coś w tym stylu...

Dzisiaj, o pardon, WCZORAJ, jadąc tramwajem, który z niewiadomych mi przyczyn nagle zmienił trasę i wywiózł mnie na wycieczkę po mniej przeze mnie lubianych częściach Poznania naszły mnie mega dziwne myśli. A mianowicie:
Będąc jeszcze w szkole podstawowej, nie trzeba było aż tak kombinować, świat stał przed nami otworem i istniało wiele możliwości. Przede wszystkim jednak, na wszystko był czas (gimnazjum podobnie, ale nie będę porównywać, jak wyglądało życie gimnazjalisty za "moich" czasów, z tym jak jest teraz, aż taką sado-masochistka nie jestem).
Nagle zdałam sobie sprawę, że przecież od kiedy tylko pamiętam kierowano mnie ku sztuce. I chociaż dzisiaj nie potrafię już nawet dobrze rysować, czuję się trochę oszukana... Nie przepadam za tzw. AHtystami - lansiarzami, którzy wizje świata przedstawionego mają, ale dopiero po wypaleniu 100g czystej Marianny z Jamajki. Ale wiem, że kiedyś rozumiałam sztukę, malarstwo, nawet to abstrakcyjne.
A jednak to przepadło...
Nie chce nikogo obrażać, ale może to wina otoczenia? Najgorsze jest chyba to, że kiedy stajemy się dorośli i musimy podejmować wybory, które mają zadecydować o naszym przyszłym życiu, nagle jesteśmy otoczeni ignorantami i nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy.
Nie wiem, jak wam, ale osobiście coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że im dalej w las, im wyżej wspinamy się na drabinę edukacji i dorosłości, tym bardziej ten światek, do którego próbujemy się przez to dopasować, podcina nam skrzydła. I tak jak to przedstawiłam na powyższym przykładzie odrzucamy nasze szerokie i barwne spojrzenie na świat.
Byle by tylko "coś" osiągnąć...



                               ***

Nie, nie planuje zawsze tak przynudzać, chociaż przede wszystkim ten blog jest po to, abym mogła opisywać swoje refleksje, zanim przepadną :)